Słówko tygodnia – “penitencjariusz kontra penitent”

Język ma to do siebie, że zwyczajowe użycie terminu wyprzedza nierzadko jego oficjalne uznanie za poprawny. Czasem taka sytuacja utrzymuje się przez bardzo długi czas i niezmiernie zaskakuje fakt, że nie znajdujemy potwierdzenia uzusu w słownikach. Z czym kojarzyć się będzie przeciętnemu użytkownikowi polszczyzny słowo penitencjariusz? Oczywiście z osobą przebywającą w zakładzie karnym lub (rzadziej) w areszcie. Rzeczownik ten jest powszechnie traktowany jako synonim określenia „więzień”, czy też, bardziej formalnego i poprawnego politycznie, terminu „osadzony”. „Penitencjariusze z Aresztu Śledczego w Działdowie odwiedzą Miejską Bibliotekę”; „…młodzież pięciu klas (…) uczestniczyła w spotkaniu z penitencjariuszem zakładu karnego. Młody człowiek, który wszedł w konflikt z prawem i odsiaduje karę więzienia zgodził się na spotkanie z młodzieżą. Opowiadał o swoich życiowych pomyłkach, kontaktach z narkotykami, które doprowadziły do przestępstw i złamania prawa”. Okazuje się jednak, że – mimo powszechnego użycia słowa penitencjariusz w tym znaczeniu w mediach – słowniki w ogóle go nie odnotowują. Znajdziemy w nich bowiem tylko jedną definicję: „duchowny w Kościele katolickim mogący udzielać rozgrzeszania w wypadku ciężkich przewinień, podlegający jurysdykcji papieża lub biskupa” oraz informację, że etymologicznie słowo to pochodzi od łacińskiego „paenitentia” (skrucha, pokuta). Z drugiej strony, w słownikach funkcjonuje od zawsze przymiotnik „penitencjarny” – dotyczący kary pozbawienia wolności (por. zakład, system penitencjarny). Może zatem i określenie penitencjariusz doczeka się tam w końcu swojego miejsca… W tym momencie jednak należy używać go z rozwagą. Drugie z dzisiejszych słów ma wyłącznie jedną definicję i pojawia się jedynie w kontekstach religijnych. Penitent to oficjalne określenie na osobę przystępującą do sakramentu spowiedzi. Warto przy tym wystrzegać się literówek i nie pomylić penitenta z petentem – „klientem” załatwiającym sprawy w urzędzie lub sądzie, czasem traktowanym jako persona non grata niestety („Czułam się jak niechciany petent, a nie starałam się wszak o audiencję u cesarza chińskiego”).