
Każdy tłumacz z zasady pragnie jak najlepiej oddać oryginalny wydźwięk tekstu wyjściowego. Jest to szczególnie istotne, gdy mowa o tekstach literackich takich jak powieść, nowela czy wiersz. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy dosłowne tłumaczenie zaburza płynność tekstu, a nawet potrafi zaszkodzić jego poprawnemu zrozumieniu przez odbiorcę.
Na przykładach z języka szwedzkiego rozrysowane zostaną najczęstsze sytuacje, w których dosłowność staje się przeszkodą.
SPIS TREŚCI
Szwedzkie „nie ma krowy na lodzie”, czyli polskie „nie pali się”
Szwedzki (podobnie jak inne języki) wręcz obfituje w specyficzne dla siebie przysłowia oraz utarte powiedzenia. Powiedzonka wykreowane pod wpływem kultury, historii czy nawet zjawisk społecznych są istotną częścią stałego repertuaru językowego każdego Szweda. Nordycy, od dziecka stykający się z zabawnymi, a często nieco dziwacznymi powiedzonkami, w mig rozszyfrowują ich znaczenie. Problem pojawia się, gdy specyficzne przysłowie występuje w tekście wymagającym przekładu.
Tłumacz staje w tym momencie przed podwójnym wyzwaniem. Po pierwsze, musi wykazać się doskonałą znajomością kultury wyjściowej, by dane powiedzenie wychwycić i poprawnie zidentyfikować. Po drugie, należy znaleźć adekwatny polski ekwiwalent, a zadanie to nie zawsze zalicza się do prostych. Jako przykład można podać zabawnie brzmiące powiedzenie ingen ko po isen, które dosłownie tłumaczy się: „nie ma krowy na lodzie”. Poprawnie przełożyć je można na polskie „nie pali się” albo „wszystko jest pod kontrolą”. Jest to jeden z przykładów, gdy dosłowności należy zdecydowanie unikać.
Ten konkretny pies oraz zmora tego, tej i tamtego
W języku szwedzkim rzeczowniki często zapisywane są w formie określonej. Jest to wyraźnie zaznaczone poprzez poprzedzające dany rzeczownik zaimki osobowe. W szwedzkim wyróżnia się dwa zaimki: zaimek den (dla wyrazów przypisanych do rodzajnika en, popularniejszego z tych dwóch) oraz zaimek det (stosowany w przypadku rodzajnika ett). Przykładowo rzeczownik hund (pol. pies, z rodzajnikiem en) zapisuje się jako den här hunden w formie określonej. Nie zagłębiając się już szczegółowo w tajniki gramatyki szwedzkiej, trzeba zauważyć, że w tłumaczeniu tekstu ważne jest zwrócenie uwagi na specyfikę gramatyki danego języka. Wielokrotnie bowiem rzeczownik oryginalnie szwedzki nie potrzebuje swojego polskiego odpowiednika również w formie określonej.
Nadużywanie struktury przeniesionej wprost z języka szwedzkiego zdecydowanie rzuca się w oczy odbiorcy. Niepotrzebne dodawanie przed rzeczownikiem zaimka wskazującego potrafi skutecznie zaburzyć płynność komunikacji. Dosłowne tłumaczenie powinno w tym przypadku ustąpić pierwszeństwa płynności. Czasem dana struktura gramatyczna wręcz wymaga dostosowania jej do języka tekstu docelowego, by zachować neutralny wydźwięk.



Włóczykij albo amator tabaki
Kwestia nazw własnych od zawsze przysparzała wielu problemów w procesie przekładu literackiego. Jeśli tłumacz nie zdecydował się na zabieg forenizacji (czyli pozostawienia oryginalnego, obco brzmiącego imienia), to zdawał się na swoją kreatywność w wymyślaniu adekwatnego zamiennika. Ze szczególnym wyzwaniem borykają się tłumacze specjalizujący się w literaturze dziecięcej. Z pozoru proste historie skierowane do najmłodszych czytelników wymagają dopasowania ich do bardzo specyficznego odbiorcy.
Autorzy książek dla dzieci niejednokrotnie ukrywają w imionach wykreowanych przez siebie postaci warstwę symboliczną. Nazwy własne często nawiązują do temperamentu, wyglądu bądź cech charakteru danego bohatera. Jest to niezwykle istotne, ponieważ wiele pozycji literatury dla najmłodszych aspiruje do pełnienia funkcji edukacyjnej oraz poznawczej. Poprzez zagłębianie się w dzieje ulubionych postaci dziecko wzbogaca swój świat wewnętrzny oraz kreuje stopniowo hierarchię wartości.
Niektórzy tłumacze literatury dziecięcej decydują się na świadomą zmianę wydźwięku imienia bohatera, by lepiej wpasowywała się w edukacyjny wymiar tekstu. Jako przykład można postać Włóczykija – jednego ze stworków z serii książek o Muminkach autorstwa szedzkojęzycznej Finki Tove Jansson. W wersji oryginalnej jego imię brzmi Snusmumriken, co można luźno przełożyć jako nieco dziwacznego amatora tabaki. Wybitna polska tłumaczka, Irena Szuch-Wyszomirska, w swojej wersji zdecydowała się na ochrzczenie Snusmumrika znacznie „grzeczniejszym” i swojsko brzmiącym Włóczykijem. W tym przypadku dosłowność tłumaczeniowa zeszła na drugi plan.
Fika… czyli co konkretnie?
Temat słów „nieprzetłumaczalnych” spędza niejednemu tłumaczowi sen z powiek. Chodzi o wyrazy, które są tak specyficzne dla danego kręgu kulturowego, że zostały zbiorowo okrzyknięte słowami niemającymi swojego odpowiednika w żadnym innym języku. Słowa te faktycznie stanowią prawdziwą zagwozdkę, a strategii na poradzenie sobie z nimi w tłumaczeniu jest wiele. Tłumacz zmuszony jest do osiągnięcia szczytu swoich kreatywnych umiejętności, by w sposób zrozumiały przełożyć kłopotliwy wyraz. Tego rodzaju przekład wymaga dokładnej znajomości kontekstu kulturowego danego kraju oraz zrozumienia, skąd wywodzi się tak specyficzny wyraz. Jako przykład można podać fenomen fiki.
Fika w dosłownym rozumieniu oznacza po prostu przerwę na kawę. Szwedzi, znani ze swojego zamiłowania do tego napoju, wypracowali specyficzną dla siebie praktykę celebrowania małych przerw w ciągu dnia roboczego. Czy całe znaczenie wyrazu „fika” zamyka się zatem w polskiej „przerwie na kawę ”? Sprawa niestety nie jest taka prosta, ponieważ sam rytuał picia kawy stanowi jedynie element tego złożonego fenomenu społecznego. W definicję fiki należy również włączyć element biznesowy.
W szwedzkich firmach bardzo często właśnie podczas fiki odbywają się najważniejsze rozmowy bądź pertraktacje. Nie od dziś wiadomo, że więzi z nowo poznanymi osobami łatwiej nawiązuje się w przyjaznej atmosferze niż w sztywnym biurowym rygorze. Fice nieodłącznie towarzyszy small talk oraz próba znalezienia wspólnych tematów z rozmówcą. W ten sposób z powodzeniem tworzą się relacje, które niejednokrotnie później przynoszą korzyść obu rozmówcom.
Podczas tłumaczenia słów takich jak fika należy dwa razy się zastanowić, czy nie warto nieco bardziej doprecyzować w przekładzie, na czym dane pojęcie dokładnie polega. Opisowe podejście do przekładu może w tym przypadku zaowocować lepszym zrozumieniem przez odbiorcę całego fenomenu społecznego, a nie tylko zapewnić mu dosłowne tłumaczenie danego słowa.
Słowem końcowym
Każdy tekst rządzi się własnymi prawami i nie sposób wytworzyć gotowego zbioru zasad przekładu. Dobry tłumacz mimo wszystko powinien być świadomy, że wielokrotnie dosłowne tłumaczenie danego wyrazu (bądź całego fragmentu tekstu) może przysporzyć więcej złego niż dobrego. Chociaż literalny przekład często jest najbardziej uzasadnionym wyborem, istnieje wiele sytuacji, w których należy go jednak unikać. Najważniejsze jest, by wsłuchiwać się we własną intuicję językową i na tej podstawie podejmować decyzje.
Fot. AI