
Istnienie języków „trudniejszych” i „łatwiejszych” nie jest sprawą oczywistą. W drugiej połowie XX wieku wielu badaczy skłaniało się wręcz do konkluzji, jakoby wszystkie języki były „równie skomplikowane”. Współcześni badacze widzą w tym jednak (być może konieczny w tamtym okresie) element walki z rasową dominacją i ogólnie rasizmem – postulowanie równego skomplikowania języków miało być elementem równego traktowania ich użytkowników. Dziś jednak, kiedy rasizm nie jest w świecie zachodnim standardem, a zwalczaną skrajnością, wielu badaczy skłania się raczej ku wnioskowi, że był to paradygmat wręcz „antynaukowy”, że było to „arbitralne zaniechanie wsparcia rozwoju potencjalnych metod opisania zjawisk, orzekając z góry ich nieistnienie”, jak to ujęli John Joseph i Frederick Newmeyer.
A więc jakie są te najtrudniejsze języki na świecie? Myślę, że wielu z nas przychodzą do głowy chiński, japoński, arabski – języki z europejskiego punktu widzenia egzotyczne, posiadające zupełnie inny system zapisu niż dość uniwersalny, łaciński alfabet. Jest to dobra intuicja, bowiem właśnie te języki wraz z koreańskim, należą do V kategorii rankingu FSI (Foreign Service Institute). Ich opanowanie w zaawansowanym stopniu ma zajmować przeciętnie 88 tygodni (2200 godzin zajęć). Dla porównania opanowanie języków z I kategorii FSI, do których należą m.in.: hiszpański, afrikaans czy szwedzki, zajmuje około 24 tygodni (600-750 godzin zajęć), czyli nieco więcej niż jedną czwartą tego.
Odpowiedź na zadane uprzednio pytanie należałoby jeszcze pogłębić. FSI, której ranking był wspomniany wyżej, to amerykańska organizacja, tak więc przedstawiony wykres obrazuje poziom trudności z perspektywy osoby natywnie anglojęzycznej. To właśnie słowo „perspektywa” jest tutaj kluczowe. W obliczu wzajemnego pokrewieństwa języków oraz głębokich kognitywnych implikacji mówienia danym językiem jako ojczystym, a nie innym, „siedzieć jak na tureckim kazaniu” będzie się przy próbie zmagania się z zupełnie odmiennymi językami. Dla Anglika to, co niezrozumiałe, jest greką (It’s all Greek to me), dla Polaka wspomnianym wyżej tureckim, natomiast dla Fina jest to, co ciekawe, hebrajski (Tämä on minulle täyttä hepreaa).
Z polskojęzycznej perspektywy, według rankingu opublikowanego na stronie Preply, najtrudniejszymi językami są chiński (mandaryński), arabski, fiński, węgierski oraz islandzki. Ten ranking jest (może aż za bardzo) zbieżny z rankingiem FSI. Zasadniczą różnicą jest jedynie to, że ze spisu usunięto blisko z polskim spokrewnione języki bałto-słowiańskie, które dla osób anglojęzycznych plasowały się w IV grupie (drugiej pod względem poziomu trudności kategorii). To także świetnie obrazuje względność „trudności”.
Skoro zatem odpowiedzieliśmy sobie w pewnym stopniu na pytanie, jakie są dla osób polskojęzycznych najtrudniejsze języki, przejdźmy do sedna sprawy, czyli perspektywy tłumaczy. Pierwszym przypuszczeniem, jakie może się narzucać, jeśli się o tym pomyśli, jest to, że praca tego rodzaju tłumacza jest pełna wyzwań. To niewątpliwie słuszna myśl i specjaliści od języków uznawanych za „najtrudniejsze” także nie kryją tego stanu rzeczy. „Największym problemem jest chyba to, jak bardzo różnią się nasze języki. Koreański ma zupełnie inną składnię, poza tym więcej w nim niedopowiedzeń. Polski działa zupełnie na odwrót: trudno na przykład ukryć płeć bohatera, nawet przy nieznaczących dla historii postaciach trzeba czasem kontaktować się z autorami lub podejmować decyzję […]” – mówi Dominika Chybowska-Jang w wywiadzie dla Onetu.
Specjaliści od języków to jednak paradoksalnie ludzie, których wyzwania, jeśli nie cieszą, to chociaż satysfakcjonują, kiedy uda się im sprostać. W ten sposób np. tłumacz literatury z języka islandzkiego Jacek Godek uspokaja potencjalnych naśladowców: „Każdy język funkcjonuje we własnej tradycji i opisuje własną przyrodę. W polskim nie znajdziemy tylko słów określających śnieg czy deszcz albo fale na morzu, ale tym się nie należy specjalnie przejmować. Zawsze można to w jakiś sposób obejść. I to w jak najprostszy sposób”.



Tłumacze to ludzie, którzy z założenia są do swojej pracy przygotowani. W przypadku tłumaczy przysięgłych jest to dodatkowo skrupulatnie weryfikowane poprzez egzamin państwowy organizowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, któremu to ci tłumacze podlegają. Składa się on z czterogodzinnego etapu pisemnego oraz następującego po nim etapu ustnego. Jest to zawód zaufania publicznego, a ciekawej perspektywy na jego specyfikę przy „językach trudnych” dostarcza w wywiadzie na kanale Chiński z Basią (老师 LANGLANG_PL) na YouTubie Korneliusz Lichocki – tłumacz przysięgły z języka chińskiego. W swojej pracy spotkał się on niejednokrotnie z sytuacjami, w których nie był czegoś pewien albo coś było dla niego niezrozumiałe. Opisując w wywiadzie jedno z takich zdarzeń, które miało miejsce w sądzie (jednym z ważniejszych miejsc pracy tłumacza przysięgłego), powiedział on, że po prostu dopytał osobę zeznającą, zanim przetłumaczył sądowi jej wypowiedź, podkreślając, że najgorsze, co można zrobić, to iść w zaparte, zwłaszcza kiedy tłumacz jest czyimiś „ustami” przed wymiarem sprawiedliwości. W dość dobry sposób normalizuje to ograniczenia, które dotyczą także specjalistów i na które receptą zdaje się m.in. pokora wobec języka obcego, którym się posługujemy, przy równoczesnym zaufaniu wobec własnych umiejętności.
Według Lichockiego jest jeszcze jeden, zasadniczy wyróżnik najtrudniejszych języków świata z perspektywy tłumacza. Jeśli na razie nie do końca wiadomo, o jaką konkretnie cechę chodzi, to bardzo dobrze, bowiem chodzi tu o pieniądze. Tutaj tego rodzaju praca zdaje się mieć tylko pozytywy. Opierając się na stawkach opublikowanych w obwieszczeniu Ministra Sprawiedliwości z 6 marca 2025 r., możemy zauważyć istnienie 4 grup – odpowiednio od najmniejszej do największej stawki za stronę. W pierwszej grupie znajdują się języki angielski, niemiecki, francuski oraz rosyjski i stawka za tłumaczenie na polski i z polskiego wynosi odpowiednio 44,07 zł i 57,65 zł za stronę. W czwartej grupie, do której należą języki pozaeuropejskie, zapisywane alfabetem niełacińskim lub ideogramami, stawka to już 64,44 zł za stronę oraz 94,37 zł za stronę. Jeśli chodzi o tłumaczenia ustne, różnica jest podobna. Lichocki poświadcza, że można się z tej pracy utrzymać, zwłaszcza przy bardziej egzotycznych językach o dużej liczbie użytkowników, jak w przypadku chińskiego. Nie ukrywa jednak, że na bardziej lukratywne kontrakty i nieco większą dowolność w ich wykonywaniu można liczyć w sektorze prywatnym.
Oddanie perspektywy osoby, która na co dzień jest zawieszona pomiędzy znaczeniami, stanowi pewne wyzwanie. Czymś, co jednak wybija się na pierwszy plan, jest chyba satysfakcja oraz morze możliwości wypływające ze zdobywania i podwyższania kwalifikacji w językach „trudnych” i „egzotycznych”. Jeśli rozważasz naukę jednego z takich języków, to być może dostarczyliśmy Ci argumentów za podjęciem tego wyzwania (na kursy chińskiego i japońskiego zapraszamy do naszego centrum szkoleniowego). A jeśli potrzebujesz tłumaczenia w parze z którymś z takich języków – nie wahaj się z nami skontaktować! Oferujemy przekład w ponad 100 językach, więc na pewno będziemy w stanie Ci pomóc.