Dla jednego z czołowych producentów rozwiązań elektronicznych zrealizowaliśmy kompleksową lokalizację sześciu rozbudowanych katalogów produktowych na rynek niemiecki. Projekt obejmował ponad 270 tysięcy słów i 860 stron materiałów. Kluczowe okazało się nie tylko sprawne tłumaczenie, ale też zmiana podejścia technologicznego –przenieśliśmy pliki z wymagającego środowiska FrameMaker do znacznie bardziej elastycznego InDesigna. Dzięki temu klient nie tylko otrzymał gotowe publikacje, ale też realnie uprościł sobie przyszłe aktualizacje.
Kim jest nasz klient?
Jest to globalny gracz w obszarze zaawansowanych systemów elektrycznych i elektronicznych, działający m.in. w sektorach automatyki przemysłowej, CNC i HVAC. Marka jest kojarzona z innowacją i wysoką jakością, a jej produkty trafiają głównie do wymagających odbiorców B2B.
Wyzwanie, z jakim się zmierzyliśmy
Na pierwszy rzut oka był to „po prostu” duży projekt tłumaczeniowy. W praktyce szybko okazało się, że wyzwań jest więcej. Po pierwsze: skala. Sześć katalogów, setki stron i bardzo specjalistyczna terminologia wymagająca pełnej spójności. Po drugie: format plików. Materiały zostały przygotowane w Adobe FrameMaker, który, choć nadal obecny w dokumentacji technicznej, bywa problematyczny. Trudno o dostępnych specjalistów DTP, a każda zmiana czy aktualizacja zajmuje więcej czasu, niż powinna. Do tego dochodziła presja czasu. Klient planował publikację katalogów na rynku niemieckim i zależało mu na sprawnej realizacji bez kompromisów jakościowych.
Jakie rozwiązanie zaproponowaliśmy
Zamiast działać schematycznie, zaproponowaliśmy rozwiązanie, które nie tylko odpowiadało na bieżące potrzeby, ale też porządkowało sytuację na przyszłość. Zaczęliśmy od migracji plików do Adobe InDesigna. To standard, który daje znacznie większą elastyczność i dostępność specjalistów. Dla klienta oznacza to prostsze i tańsze aktualizacje w kolejnych latach, bez uzależnienia od niszowego oprogramowania.
Równolegle zorganizowaliśmy pracę w modelu kaskadowym. Grafik przygotowywał kolejne partie materiału, które natychmiast trafiały do tłumaczenia. Gdy tylko tekst był gotowy, wracał do składu. Dzięki temu proces nie zatrzymywał się ani na moment, a zespoły DTP i tłumaczeniowy pracowały w naturalnym rytmie, zamiast czekać na siebie nawzajem.
Całość spięliśmy technologią CAT i pamięciami tłumaczeniowymi. Przy takiej objętości to absolutna podstawa – pozwala utrzymać spójność terminologii i stylu we wszystkich katalogach, co bezpośrednio przekłada się na profesjonalny odbiór marki.
Efekt końcowy
Projekt zakończył się dostarczeniem sześciu kompletnych katalogów gotowych do druku, zarówno w PDF, jak i w otwartych plikach IDML. Największą wartością nie była jednak sama realizacja, ale to, co zostaje z klientem na dłużej. Dzięki zmianie formatu przyszłe aktualizacje będą szybsze, prostsze i tańsze. Z perspektywy operacyjnej to realna oszczędność czasu i zasobów.
Sam proces tłumaczenia przebiegł bardzo sprawnie – tekst został zaakceptowany bez uwag merytorycznych, a końcowe poprawki miały wyłącznie charakter estetyczny. To projekt, który dobrze pokazuje nasze podejście: nie boimy się pracy na trudnych formatach, ale jeśli widzimy lepsze rozwiązanie, proponujemy je klientowi, nawet jeśli wykracza poza pierwotny zakres.
Masz podobny projekt?
Jeśli pracujesz nad rozbudowanymi katalogami technicznymi i zależy Ci nie tylko na tłumaczeniu, ale też na usprawnieniu całego procesu publikacji, chętnie pomożemy. Łączymy kompetencje językowe z zaawansowanym DTP i szukamy rozwiązań, które działają również w dłuższej perspektywie.
