Kilka (subiektywnych) słów o Inkubatorach Przedsiębiorczości

W dobie globalizacji, innowacyjności i funduszy unijnych doceniamy inicjatywy promujące przedsiębiorczość. Jedną z takich inicjatyw są inkubatory przedsiębiorczości. Poniżej prezentujemy blaski i cienie działania w takim inkubatorze, które odsłania pracująca z nami tłumaczka.

Dzielę się swoimi przemyśleniami na temat Inkubatorów Przedsiębiorczości, ale mój lub Wasz sąsiad, mogą mieć zupełnie inne zdanie.

Na przestrzeni ostatnich 20 lat trzy razy zakładałam działalność gospodarczą… i trzy razy ją likwidowałam. Za każdym razem coś mnie przerosło – najczęściej były to wysokie koszty, niekończąca się „papierologia” i poczucie, że pieniądze wpłacane do ZUS-u tak naprawdę wyrzucam w błoto. Zawsze ostatecznie wybierałam tak zwane umowy „śmieciowe” – większość uzyskanych środków z podpisywanych przeze mnie zobowiązań, były w połowie kosztami uzyskania przychodu obowiązującymi dla dzieł autorskich. Co z emeryturą? Cóż, od dawna pogodziłam się z faktem, że jak sobie pościelę, tak się wyśpię. Powoli odkładam jakieś pieniądze, planując w przyszłości zakup małej nieruchomości, która pozwoli mi na starość w miarę godnie żyć. Ostatecznie, kiedy jest się wolnym strzelcem, uczysz się odkładać coś do skarpety, na wypadek gdyby zlecenia przez jakiś czas nie dopisały. Moja skarpeta emerytalna poczeka po prostu nieco dłużej.

Ale wróćmy do sedna sprawy, czyli do Inkubatorów.

Zasada jest prosta. W zamian za stałą, comiesięczna opłatę (płacę 250 zł miesięcznie, w innych inkubatorach opłaty są podobne) i zobowiązanie do współpracy (najczęściej na minimum rok), otrzymałam coś na kształt fantoma firmy. Niby mam firmę z własną nazwą: wystawiam faktury, odliczam koszty, ale tak naprawdę wszystkie dokumenty wystawiam na Inkubator, z którym rozliczam się na zasadzie umowy o dzieło/zlecenie.

Następnie otrzymałam dostęp do subkonta i CRM-u (to właśnie tutaj wprowadzam wszystkie informacje księgowe). Dostałam również instrukcję dotyczącą działania „firmy”. Mój inkubator zorganizował szkolenie, na którym dowiedziałam się w jaki sposób będzie funkcjonować nasza współpraca – na dwugodzinne spotkanie przygotowałam listę pytań ­– na początku wszystko wydawało mi się zagmatwane, ale szkolenie wyjaśniło niejasne kwestie. Często nowym „firmom” oferuje się pomoc opiekuna, do którego można wysyłać zapytania. Raz na miesiąc dostarczam umowy, faktury kosztowe itp., działa to tak samo, jak w przypadku własnej firmy.

W jaki sposób wypłacane są pieniądze?

To proste. Wystawiam umowę o dzieło/zlecenie na konkretną usługę (w przypadku umowy o dzieło należy dołączyć „dzieło” do umowy, żeby w razie kontroli z Urzędu Skarbowego, nie było wątpliwości, że rzeczywiście wykonano zakontraktowaną pracę). Umowa jest zawierana między beneficjentem (mną) a Inkubatorem.

Polecenie przelewu również wystawiam sama sobie (tak jest w moim Inkubatorze). Jedyna różnica jest taka, że osoba odpowiedzialna za finanse w Inkubatorze musi ten przelew zatwierdzić, żeby pieniądze wpłynęły na konto beneficjenta.

Nie będę ukrywać, że na początku miałam wątpliwości. Obawiałam się, że podpisałam umowę z Inkubatorem, który zniknie… nie tylko z moimi pieniędzmi, ale również gotówką osób, z którymi współpracuję (w Inkubatorze jest to możliwe, przy czym liczba osób jest ściśle ograniczona). Bałam się, że znajdę się na lodzie i nie będę miała za co żyć.

Myśl, że moje pieniądze „należą” do Inkubatora i są na jego koncie, aż do chwili zatwierdzenia przelewu, spędzała mi sen z powiek przez pierwsze miesiące. Z czasem oswoiłam się z formą współpracy i moje obawy zostały rozwiane. Wystarczy, że wybierzesz Inkubator, do którego masz zaufanie i będziesz zadawać pytania w razie wątpliwości. Dzięki temu z pewnością osiągniesz spokój ducha. Po co się niepotrzebnie denerwować?

Pieniądze wypłacam z subkonta Inkubatora, po zatwierdzeniu przelewu przez odpowiednią osobę. Każdy ruch beneficjenta jest sprawdzany pod kątem poprawności księgowej. Jeżeli popełniłam jakiś błąd, np. podczas wypełniania dokumentów, albo chcę sobie odliczyć coś, czego odliczyć nie mogę (w moim Inkubatorze nie odliczamy kosztów związanych ze szkoleniami od kosztów uzyskania przychodu czyli KUP), mój opiekun informuje mnie o tym: co i jak powinnam poprawić. Jest to fantastyczna sprawa dla osób, które zamierzają w przyszłości założyć własne firmy. W Inkubatorze mogę potrenować prowadzenie działalności gospodarczej, nie ponosząc przy tym ryzyka, ponieważ opiekun zawsze czuwa nad poprawnością dokumentów. Praktykuję ekwilibrystykę, ale cały czas mam trenera i siatkę asekuracyjną. To jest naprawdę fajne!

Co jeszcze znajdziesz w Inkubatorze?

Większość Inkubatorów oferuje dodatkowe, bezpłatne szkolenia i porady prawne. Można również skorzystać z lokali Inkubatora do tzw. coworkingu. Ponadto Inkubatory znajdują się w różnych miastach. Jeżeli mieszkasz na przykład w Bieszczadach, nie musisz jeździć do Warszawy czy do Krakowa, bo masz Inkubator, na przykład w Rzeszowie. Na dobrą sprawę, nie musisz w ogóle wyjeżdżać: większość spraw możesz załatwić przez wiadomość e-mail lub drogą pocztową.

Niewątpliwą zaletą pracy w Inkubatorze jest fakt, że koszty (w pewnym sensie) odliczam podwójnie. Nie dość, że są KUP związane z rodzajem umowy, jaką podpisałam z Inkubatorem, to jeszcze kupuję, na przykład komputer, oprogramowanie, telefon i wszystkie te wydatki mogę odliczyć od kosztów. W zeszłym roku musiałam nabyć komputer za granicą i rozliczyłam fakturę w euro – nie było z tym problemu. Istnieją oczywiście pewne ograniczenia możliwych do odliczenia kosztów. Samochodu w leasing zapewne nie wezmę (w swoim Inkubatorze, ale w innych – kto wie – może jest inaczej?), ale już umowę z operatorem telefonii komórkowej podpiszę – otworzyło to przede mną świat ofert dla małych i średnich firm. Bywa to bardzo korzystne. Warto upewnić się, że to, co chcesz odliczyć – odliczyć się da.

Papierologia?

Tak, muszę wystawiać faktury, umowy, wprowadzać wszystkie informacje do CRM-u, ale przez cały czas mam pomoc ze strony Inkubatora. Jeżeli coś źle wypełnię, mój opiekun pokazuje mi w jaki sposób mam to poprawić. „Trzymają mnie za rączkę”, ponieważ za moje działania odpowiada Inkubator, więc w dokumentach wszystko musi się zgadzać.

Czy „papierologia” zajmuje mi dużo czasu?

Szczerze mówiąc… to nie, około godzinę miesięcznie. Nadal nie lubię wprowadzać danych do CRM-u, ale umówmy się – są naprawdę gorsze rzeczy na tej planecie. Tutaj gra jest warta świeczki.

Inkubatory Przedsiębiorczości mają często rozmaite oferty: możliwości zakupu sprzętu komputerowego w niższych cenach, pakiety medyczne w prywatnych „Medach” itp. Co więcej, niektóre Inkubatory posiadają platformy umożliwiające poszczególnym członkom wzajemne kontakty. Czasami z takich kontaktów może coś wyniknąć.

Warto zaznaczyć, że współpracując na stałe z konkretną firmą, na przykład ze Skrivankiem, przed utworzeniem „swojej firmy” konieczne jest podpisanie umowy pomiędzy Skrivankiem a Inkubatorem. Umowa ta określa warunki współpracy i precyzuje, że to ja wykonuję tłumaczenia, a nie ktoś inny. W zleceniu widnieje nazwa Inkubatora, a fakturę wystawiam w imieniu Inkubatora, a nie swoim.

Nie oszukujmy się: nie każdy, kto podpisuje umowę z Inkubatorem ma zamiar w przyszłości zakładać firmę. Jak wiadomo pracodawcy niechętnie zatrudniają na etat ze względu na koszty pracownicze, a umowy zlecenie/o dzieło są coraz częściej kontrolowane przez urzędy, kwestionowane, zaskarżane itp. Coraz więcej księgowych w dużych firmach patrzy na umowy zlecenie/o dzieło jak na potencjalne „samo zło”. Wykonując wolny zawód trzeba sobie jakoś radzić – w Inkubatorze każdy może spróbować swoich sił w prowadzeniu firmy, w taki sposób, aby jak najwięcej pieniędzy zostało w kieszeni.

Jestem w Inkubatorze Przedsiębiorczości od 1,5 roku i chwalę sobie tę współpracę: ta niewielka opłata miesięczna to dobrze wydane pieniądze. Nie jest mi ich żal. Mam względny spokój. Czy rozważam założenie kiedyś (po raz 4) własnej firmy? Tak, ale zrobię to tylko wtedy, jeżeli uznam, że warunki jej prowadzenia są sensowne i będę miała własny, bardzo konkretny projekt, a nie dlatego, że mój pracodawca będzie wywierał na mnie presję. W Inkubatorze „i wilk jest syty i owca cała”. Twój pracodawca jest zadowolony, Ty niewiele tracisz, a wręcz przeciwnie – sporo zyskujesz (pamiętasz o odliczaniu kosztów?).

Mam nadzieję, że tych kilka słów nieco rozjaśniło temat Inkubatorów. O czym należy pamiętać? O zadawaniu pytań! Sto tysięcy razy, jeżeli istnieje taka potrzeba. Współpracę z Inkubatorem powinniście rozpocząć ze spokojem ducha – ma ona zapobiegać waszym wrzodom, a nie się przyczyniać do ich powstawania ­– i tego się trzymamy.

Serdeczności od koleżanki po fachu.

Pozdrawiam serdecznie!

Agata

Skontaktuj się z nami!

Firma / Imię i nazwisko (*)

Adres email (*)

Numer telefonu

Temat (*)

Treść wiadomości

Załącz plik (nie większy niż 10mb)

Dane osobowe będą przetwarzane zgodnie polityką prywatności
Skrivanek sp. z o.o.

X
KONTAKT